Zapraszam na stronę oLublinie.pl. Znajdziecie tam obszerną relację (na bieżąco aktualizowaną) z Europejskiego Festiwalu Smaku odbywającego się w Lublinie.
sobota, 7 września 2013
wtorek, 3 września 2013
Rogaliki z ciasta duńskiego z marcepanem i malinami
Te rogaliki należą do moich ulubionych, konkurencją dla nich mogą być jedynie croissanty migdałowe, które jednak z uwagi na nakład pracy jaki trzeba włożyć w ich wykonanie klasyfikują się na 2 miejscu. Ciasto duńskie podobnie jak ciasto francuskie jest ciastem listkującym się, chrupiącym, a jednocześnie wewnątrz mięciutkim. To ciasto daje wiele możliwości, można z niego formować bułeczki w różnych kształtach i nadziewać tym, co lubicie najbardziej np. owocami, marcepanem, serkiem lub tylko posypać cukrem (też będą smaczne). Ja najbardziej lubię je w postaci rogalików z nadzieniem z masy marcepanowej z malinami (kiedy nie mam malin nadziewam je wyłącznie masą marcepanową - w takiej postaci są również pyszne). Przy wykonaniu ciasta duńskiego bardzo ważne jest użycie porządnie schłodzonego masła, po wyrobieniu ciasta kawałki masła muszą być w nim widoczne, dzięki temu ciasto będzie miało "listki". Jeszcze jedno, to ciasto nie lubi wysokich temperatur, podczas upałów z przepisu mogą Wam wyjść po prostu drożdżowe bułeczki. Przy aktualnych temperaturach to jednak nie grozi, więc czym prędzej zalecam wykonanie rogalików, nie warto odkładać, tym bardziej, że jeszcze są dostępne świeże maliny :). Polecam!
Składniki:
Ciasto duńskie:
60 ml ciepłej wody
125 ml mleka, o temperaturze pokojowej
1 duże jajko, o temperaturze pokojowej
350 g mąki
7 g drożdży suchych
1 łyżeczka soli
25 g drobnego cukru
250 g masła, zimnego, posiekanego na pół cm kawałki
Masa marcepanowa:
200 g migdałów bez skórki (ja używam płatków migdałowych)
100 g cukru pudru
ok. 30 ml śmietanki kremówki
Ponadto:
maliny
roztrzepane jajko
Wykonanie:
Masa marcepanowa:
Migdały (płatki migdałowe) zblendować razem z pozostałymi składnikami na jednolitą masę.
Ciasto duńskie i wykonanie rogalików:
Do miski wlać wodę, mleko, wbić jajko i wszystko połączyć, dodać mąkę, drożdże, sól i cukier, wymieszać. Dodać zimne kawałki masła i miksować powoli i krótko. Składniki mają się połączyć ale kawałki masła muszą być nadal widoczne. Przykryć ciasto folią spożywczą i odstawić do lodówki na całą noc. Po tym czasie ciasto wyciągnąć z lodówki i rozwałkować na kwadrat 50 x 50 cm (może być mniejszy). Będzie się kleić, więc podsypywać mąką. Złożyć ciasto na 3 części, jak list (boki zagięte mają być na dole i na górze). Ciasto odwrócić o 90 st., tak, by zagięte boki były po prawej i po lewej stronie ciasta. Ciasto w takiej postaci znów wałkować na kwadrat, o wymiarach takich jak na początku. Te czynności powtórzyć trzykrotnie, do uzyskania dużego gotowego płata ciasta duńskiego, z którego powstanie około 12 - 16 rogalików. Płat powinien mieć grubość około 0,5 cm. Płat ciasta podzielić na 12- 16 kwadratów (jeśli chcemy mieć więcej mniejszych rogalików, to dzielimy ciasto na 16 kwadratów - ja tak robię). Z masy marcepanowej formować ruloniki i nakładać po przekątnej na kwadraty ciasta, lekko spłaszczyć masę i ułożyć na niej maliny. Dwa wierzchołki kwadratu połączyć nad nad masą marcepanową i malinami, skleić (najlepiej posmarować jajkiem). W ten sam sposób wykonać pozostałe rogaliki. Odstawić na godzinę czasu do wyrośnięcia. Przed pieczeniem posmarować roztrzepanym jajkiem. Piec w temperaturze 180 st. C przez 15 - 20 minut, do złotego koloru. Posypać cukrem pudrem.
Smacznego!
piątek, 30 sierpnia 2013
Kolejna propozycja do kosza piknikowego - naleśniki z ciasta fillo
Być może niektórzy z Was ostatni weekend wakacji spędzą na łonie natury, piknikując. Dzień jutrzejszy niesie taką możliwość, ponieważ zapowiada się słoneczna pogoda. Proponuję więc przygotować na tą okazję proste, szybkie i smaczne pieczone naleśniki z ciasta fillo. Nadzienie przygotowałam z 1/2 kg świeżego szpinaku i naleśników wyszło mi całkiem sporo, jednak nie wykorzystałam całego opakowania ciasta fillo, z reszty możecie upiec baklawę, tak jak ja to zrobiłam oraz również wpakować ją do piknikowego kosza, będzie smakowitym deserem za zakończenie posiłku. Do nadzienia szpinakowego dodałam estragon, ale nie każdy lubi tą przyprawę, więc sami zdecydujcie, jakich przypraw tutaj użyjecie. Potrawa nie jest kłopotliwa przy transporcie i wygodna przy spożywaniu, więc na piknik będzie "jak znalazł". Polecam!
Składniki (na 26 naleśników):
ok. 13 arkuszy ciasta fillo
oliwa
Nadzienie:
1/2 kg szpinaku
1/2 opakowania sera feta
3 ząbki czosnku
pieprz
sól (uważać z ilością, sama feta jest słona)
estragon (dla amatorów tej przyprawy)
Wykonanie:
Zamrożone ciasto fillo wcześniej rozmrozić.
Szpinak umyć, pokroić i udusić na małej ilości oliwy, odparować wodę, dodać czosnek przepuszczony przez praskę, pokrojony w kostkę ser feta oraz przyprawy, wszystko razem przez chwilę poddusić. Odstawić do ostygnięcia.
Arkusze ciasta fillo rozciąć na połowę. Każdy arkusz smarować oliwą i nakładać nadzienie, następnie rolować, jak naleśniki, na koniec ponownie posmarować oliwą. Gotowe naleśniki ułożyć na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia. Naleśniki piec w piekarniku nagrzanym do temp. 140 st. C przez 2 godziny.
Smacznego!
środa, 28 sierpnia 2013
Węgry - wrażenia z podróży.
Nasz tegoroczny urlop spędziliśmy u naszych Bratanków, w Segedynie - trzecim co do wielkości mieście madziarskim. Szeged to miasto nad Cisą, z pięknymi zabytkami, dobrze zagospodarowanym centrum, spokojne, słoneczne, z dużą ilością rowerzystów i co najważniejsze dla mnie - z bogatymi tradycjami kulinarnymi.
To właśnie tutaj powstała pierwsza fabryka salami, w której od ponad 140 lat produkuje się znane na świecie hungaricum Pick salami.
Stąd wywodzi się firma Kotányi. W Segedynie w 1881 roku 23-letni Janos Kotányi założył pierwszy młyn papryki (okolice Szeged to główny rejon uprawy papryki) i rozpoczął jej przetwarzanie według samodzielnie opracowanej receptury. Obecnie Kotányi w swoim asortymencie posiada 4500 artykułów i plasuje się wśród najlepszych marek w ponad dwudziestu krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W końcu, stąd pochodzi szegedi halászlé czyli segedyńska zupa rybna. Corocznie, w tym mieście na brzegu Cisy odbywa się Międzynarodowy Festiwal Rybny, wtedy to gotowane są duże ilości zupy rybnej oraz oferowane są różnorakie potrawy rybne.
Co jeszcze rzuca się w oczy w Szeged? Tak wielu pomników w jednym mieście jeszcze nie widziałam, są prawie na każdym kroku :)
Szeged to również miasto uniwersyteckie. Na Uniwersytecie Segedynskim pracował dr Albert Szent-Györgyi - profesor biochemii. Prowadził on doświadczenia, które doprowadziły do zidentyfikowania
witaminy C (właśnie w swoich doświadczeniach używał segedyńską paprykę,
która zawiera o wiele więcej witaminy C niż owoce cytrusowe). W 1937 roku otrzymał on Nagrodę Nobla w dziale medycyny i fizjologii.
W Szeged amatorzy wodnych szaleństw (czytaj dzieciaki) także znajdą coś dla siebie, jest ogromny aquapark z dużą ilością basenów i zjeżdżalniami (w tym z najdłuższą w Europie - 272 metrową).
Węgry to również niezłe trunki, nam najbardziej smakował Tokaj oraz Unicum Next. Jeśli chodzi o pierwszy z nich, to był nam znany, jednak ten drugi to nasze odkrycie. Unicum to węgierski bitter, skomponowany z 40 różnych roślin rosnących na Nizinie Panońskiej, na Węgrzech spożywany jest w ilości 3,5 ml l rocznie.
Kuchnia węgierska to gulasze, langosze (drożdżowe placki smażone w głębokim tłuszczu podawane z sosem czosnkowym lub śmietaną z żółtym serem i keczupem), palacsinta (węgierskie naleśniki podawane z różnymi nadzieniami, zwłaszcza z orzechami i czekoladą - gundel palacsinta) oraz oczywiście sztandarowy Dobos Torta, co do którego miałam największe oczekiwania, a który niestety mnie nie zachwycił. Posmakowały mi natomiast węgierskie batoniki serowe Turo Rudi, zwłaszcza te naturalne, niestety do najzdrowszych nie należące :). Zachwycający smak miały owoce, bardzo słodkie i soczyste, nie omieszkaliśmy nabyć arbuzów, nektarynek i brzoskwiń u przydrożnych sprzedawców, którzy swoje stragany z owocami i warzywami rozbijają przed samą granicą ze Słowacją.

Podsumowując, Węgry mają wiele do zaoferowania, udało nam się poznać ten kraj w małej części, z pewnością tam wrócimy po więcej.
Podsumowując, Węgry mają wiele do zaoferowania, udało nam się poznać ten kraj w małej części, z pewnością tam wrócimy po więcej.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Co warto zapakować do kosza piknikowego? Proponuję pasztet z bakłażana i mielonego mięsa indyczego.
Uwielbiam pikniki. Jedzenie na świeżym powietrzu ma w sobie jakąś magię, potrawy smakują wtedy inaczej - lepiej. Lubię przygotowywać jedzenie do kosza piknikowego, później go zgrabnie zapełniać, a na końcu celebrować posiłek w pięknych okolicznościach przyrody.
Tak więc, otwieram nowy cykl: "Co warto zapakować do kosza piknikowego?" I dzisiaj pierwsza propozycja z tej serii - pasztet z mielonego mięsa indyczego oraz bakłażana.
Pasztet doskonale smakuje i dobrze się przechowuje. Jest delikatny, nietłusty. Spróbujcie go ze swojskim chlebem oraz ze świeżymi ogórkami i pomidorami, których nie może zabraknąć w koszu piknikowym. Polecam, i to nie tylko jako danie piknikowe :)
500 g mięsa mielonego indyczego
700 g bakłażana
100 g sera pecorino
2 łyżki bułki tartej
oregano, bazylia
sól, pieprz
jajko
oliwa
Wykonanie:
Bakłażany obrać, przekroić na połowę, polać niewielką ilością oliwy, każdą połówkę zapakować w folię aluminiową i włożyć do piekarnika nagrzanego do 180 st. C. Piec ok. 40 min. Jeśli nie będą miękkie przedłużyć czas pieczenia o kolejne 5-10 min. Po tym czasie bakłażany umieścić w misce i ostudzić. Ostudzone bakłażany rozetrzeć na papkę, dodać mięso mielone, starty ser, bułkę tartą oraz przyprawy i dokładnie wszystko połączyć (najlepiej ręką). Na koniec dodać jajko i znowu dokładnie wymieszać. Formę keksową wysmarować masłem, posypać bułką tartą i umieścić w niej masę na pasztet. Umieścić w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 st. C. Piec ok. 1 godziny. Po tym czasie wyjąć z piekarnika, ostrożnie wylać nagromadzony na dnie formy płyn (przytrzymując pasztet). Ostudzić i włożyć do lodówki na 2-3 godziny.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










